Moja najważniejsza metamorfoza. Od 115 kg do walki o życie i powrotu do sił
Na mojej stronie internetowej krystianandrzejewski.pl zazwyczaj dzielę się z Wami kadrami z miasta, pasją do fotografii czy projektami internetowymi. Dzisiaj jednak chcę Wam pokazać zupełnie inny kadr. Kadrem tym jest zdjęcie, które widzicie powyżej. To klasyczne zestawienie „przed i po”, ale za tymi dwoma profilami kryje się historia, której scenariusza nigdy bym się nie spodziewał.
To nie jest zwykły wpis o diecie cud czy sportowym sukcesie. To zapis bitwy, jaką mój organizm musiał stoczyć, żebym mógł dzisiaj to dla Was napisać.
Januszowy profil: Stary ja, czyli bagaż z przeszłości
Spoglądając na lewą stronę zdjęcia, widzicie mnie z czasów, zanim w moim życiu pojawiła się diagnoza. Ważyłem wtedy 115 kg. Prawda jest taka, że z większą masą ciała zmagałem się od małego dziecka. To nie był efekt nagłej choroby – to był klasyczny rezultat zakorzenionych przez lata nawyków: za dużo kalorycznego jedzenia, litry słodkich soków i chroniczny brak ruchu.
Przez długi czas to była moja codzienność. Ciało gromadziło ten bagaż, a ja żyłem swoim rytmem, nie myśląc o tym, jak ogromne wyzwanie stawi przede mną los i jak bardzo ten naddatek wagi zmieni się w zupełnie coś innego.
Środek burzy: Ostra białaczka limfoblastyczna i szpitalne 78 kg
Potem przyszedł moment, który zmienił wszystko. Diagnoza: ostra białaczka limfoblastyczna (ALL). Z dnia na dzień mój organizm musiał wejść w tryb bezwzględnej walki o przetrwanie.
Początki w szpitalu były koszmarne. Przez pierwszy cały tydzień miałem od lekarzy bezwzględny zakaz jedzenia czegokolwiek – organizm musiał być czysty i gotowy na natychmiastowe wejście w procedury medyczne. W trakcie całego, intensywnego leczenia moja waga drastycznie spadła – w najtrudniejszym momencie licznik pokazał zaledwie 78 kg.
To potężne tąpnięcie o blisko 37 kilogramów nie miało jednak nic wspólnego ze zdrowym chudnięciem. Był to efekt wyniszczającej chemioterapii, gigantycznego stresu dla organizmu oraz momentu, w którym odstawiano silne sterydy. Leki te, choć ratowały mi życie, wcześniej powodowały ogromne zatrzymywanie wody i nienaturalne opuchnięcia. Kiedy zeszły, zjechałem do wagi, która przy mojej budowie oznaczała skrajne wycieńczenie.
Nowy profil: Nowy ja, czyli domowe 83,4 kg i powrót do równowagi
Prawa strona zdjęcia pokazuje mnie dzisiaj – już po wszystkim, w bezpiecznych domowych warunkach. Obecnie moja waga ustabilizowała się na poziomie 83,4 kg.
Dla mnie ten powrót do sił w domowych warunkach to najpiękniejszy dowód na to, że wygrywam. To znak, że mój apetyt wrócił, metabolizm po chemioterapii wreszcie odzyskuje właściwe tory, a ciało przestało „zjadać samego siebie” i zaczęło się zdrowo odbudowywać. Brzuch drastycznie zmalał, sylwetka stała się smukła, a z twarzy zniknęła sterydowa opuchlizna. Zmieniłem też wizerunek – zapuściłem gęstą brodę, która teraz definiuje mój profil. Czuję i widzę, że zrzucam z siebie ślady choroby.
Moje plany na przyszłość: Nowe nawyki i walka o siłę
Przetrwanie tego wszystkiego pokazało mi, jak niesamowicie elastyczny i silny potrafi być ludzki organizm. Skoro moje ciało poradziło sobie z tak potężnym wrogiem, to teraz czas dać mu to, co najlepsze. Nie zamierzam osiadać na laurach – przyszedł czas, aby całkowicie przewartościować swoje życie i realnie o siebie zadbać.
Moje plany na najbliższy czas opierają się na trzech twardych filarach:
- Nauka nowych nawyków: Wracam do codzienności jako inny człowiek i nie mogę powielać błędów z przeszłości. Muszę od zera nauczyć się zdrowego podejścia do diety i regeneracji. Dbam o siebie na 100%, bo wiem, jak wysoką cenę ma zdrowie.
- Mniej komputera, koniec z czerwonymi oczami: Czas drastycznie ograniczyć godziny spędzane przed ekranem monitora na graniu i bezczynnym siedzeniu. Moje oczy natychmiast na to reagują, są przemęczone i czerwone, a organizm potrzebuje teraz zdrowego odpoczynku, a nie bodźców z niebieskiego ekranu. Zamiast wirtualnego świata wybieram ruch. Każda godzina mniej przed komputerem to zysk dla mojego zdrowia.
- Krok po kroku w stronę formy (i siłowni): Zaczynam od prostego ruchu, długich spacerów i odbudowy kondycji po szpitalnym wycieńczeniu. A w przyszłości? Moim celem jest zebranie na tyle dużych sił, by w końcu regularnie uderzyć na siłownię i zbudować solidną, zdrową sylwetkę od podstaw.



Dodaj komentarz